2009/02/20

stokrotka














od początku do końca od końca do początku. żeby spotkać się na chwilę po środku.
to po to to życie jest? po to?
z prochu w proch rodzimy się by umierać każdy musi wiadomo.
gładko się mówi .to tak jak do wesela się zagoi. albo nie martw się
jutro będzie lepiej albo wszystko jest po coś.
taka nie rozwiązana zagadka. dla pełnego wiary dogmat z misją.
dziecko boże powołane i na końcu drogi pukające do piotrowych bram.
no. co wolicie: płakać nad przemijającym czasem nad starością nieporadnością
i świadomością że życie przemija i zostawiamy coś za nami
czy płakać nad tym że wraz z odejmowaniem lat dojdziemy do czasu
w którym nie będziemy czuć nic.
benjamin button.traktat o tym
jak starość i niemowlęctwo są do siebie podobne.
film o tym że w życiu mamy mało czasu
i spotykamy się trafiamy na siebie tylko na chwile.
że nic nie jest wieczne.
że wszystko jakkolwiek na to patrzeć przemija.
że nie warto nosić uraz bo koniec wyznaczający kres nadchodzi zawsze
a kres niesie ze sobą rozrachunek z własnym sumieniem.
i potrzebę odchodzenia w spokoju.
w końcu rest in pis.
smutek. ze to co nas otacza jest takie ulotne.
jaki sens ma zapisywanie chwil jaki sens ma fotografia.
patrzeć na to co przemija żeby uzmysłowić sobie co tracimy
co mieliśmy i czego nie będziemy już mieli.
dzieciństwo młodość. jaki piękny obraz przy kominku on i ona
pledzik w kratkę gruby album zdjęć. pamiętasz? pamiętam.uścisk.
pocałunek dłoń w dłoń.
oby.
na razie płaczę nad buttonem i jego stokrotką. chociaż wiem wiem
byli szczęśliwi przez chwilę i to miało im wypełnić resztę życia. no wiem.
chusteczka.sweterek. zaraz mi przejdzie. to tylko film.
chociaż taki prawdziwy.

2009/02/10

lusternicy i szczęście
















mam znajomych, których nazwałabym lusternikami.
tak jak ćma leci do światła, tak oni zawsze znajdą jakieś lustro
w którym muszą się koniecznie przejrzeć.
lustra mają taką magiczną zdolnośc,
że zawsze pokazują nam zwielokrotniony obraz tego
co oczekujemy w nim zobaczyć.
słyszę głośny śmiech. z daleka, z zamkniętymi oczami
wiem skąd się wydobywa i jaki obrazek można dostrzec dookoła śmiechu.
dawca śmiechu z nonszalancko opartą dłonią na ramieniu jednego
ze słuchaczy potrząsa głową
, rozchylając w szerokim uśmiechu usta,
pokazując wszem i wobec zadbane uzębienie.
jedno spojrzenie spod rzęs na słuchających. bingo. jest .
patrzą słuchają.cel został osiągnięty.
lusternik odbił się w taflach luster trzymanych w magicznym kręgu słuchaczy.

zamykam oczy. trzymam w dłoni gorący kubek aromatycznej herbaty.
w mojej głowie
głosy z przeszłości nadlatują same i układają się w słowa.
obrazy jak zdjęcia w przeglądarce powoli suną jedne za drugim.
przeplatają się obrazy znajomych i przyjaciół lusterników i nielusterników.
widać śmiech i radość, smutek i łzy.
zastanawiam się gdzie leży szczerość. zastanawiam się gdzie jest szczęście.
i czym ono jest.
perlisty śmiech. opowiadania. niesamowite historie, niekończąca się
rzeka zdarzeń . jak to jest,że niektórym niesamowite rzeczy przydarzają się co chwilę,
a innym nigdy w życiu. no jak to jest .
historia , za historią. wianuszek słuchających głów.
bang. odbity obraz świetności odbija się znów od luster.

zawsze zazdrościłam lusternikom wianuszka słuchaczy.
zazdrościłam popularności przekładającej się na wiarę w siebie.
pewności . poczucia atrakcyjności. tego niesamowitego poczucia,
że wszyscy którzy słuchają muszą też wielbić , kochać, przyjaźnić się.
tej pewności , która sprawia, że banał i przeciętność
staje się błyszczącym , pociągającym atutem.
pewność siebie w połączeniu z wiarą ,
że można zdobyć każdą lub każdego.

dziś daleka jestem od tej zazdrości.
dziś wiem , że kiedy brakuje luster pozostaje pustka i cisza.
dziś wiem, że lusternicy nie potrafią bez tych luster egzystować.
kiedy wytłuką się jedne, ich
miejsce zajmują natychmiast drugie.
życie bez poklasku i zachwytu jest nie do zniesienia.
ów wiara w siebie bez zwielokrotnionego odbicia przemienia się w paskudną żabę.
im bardziej źle lusternikowi tym bardziej o nim głośno.
im lusternik bardziej czuje się samotny tym bardziej zwołuje do siebie ,
żeby móc usłyszeć jak bardzo jest potrzebny i jak bardzo jest wspaniały.

nie wiem jak to jest wierzyć , że wszyscy mnie kochają,
pożądają i dali by wszystko , żeby móc się ze mną spotkać.
tego nie wiem.
nie wiem jak to jest przekonać się któregoś dnia,
że tak nie jest. że uwielbienie i miłość to zwykłą sympatia,
że pożądanie to tylko odpowiedź na zaczepki i flirt.
nie chciałbym któregoś dnia obudzić się ze świadomością ,
że tego świata w który wierzyłam,
chciałam wierzyć tak na prawdę nigdy nie było.
że był tylko odbiciem które chciałam widzieć.

nie jestem lusternikiem i może mam przez to mniej znajomych, garstkę przyjaciół,
brak poczucia wyjątkowości na szerokim towarzyskim forum.
czasem unikam jak mogę luster ,
żeby nie zobaczyć w nich czegoś
co mogłoby znów odmienić mój świat .zabrać ten który jest.
nic nie jest dane nam na zawsze.

ale szczęściem jest mieć takie życie, którego nie chce się
w żaden sposób zmieniać .i jedno jedyne lustro.

2009/02/04

co słychać?





co słychać? nic . wszystko okej? okej . co u was? w porządku.
może wpadniecie do nas? może . no to na razie. no pa.
odezwijcie się kiedyś.
okej. okej. takie te nasze czasy. przelotne spotkania.
pustostany słów.
taki znak czasów. braku czasu.czy?
kiedy wolne chwile wolimy spędzić sami
ze sobą we dwoje lub w rodzinę.
takie czasy. przyjaciele też wolą.
z tym że znakiem czasów jest wirtualny świat.
jest dobrze że jest. pod warunkiem
realności tej wirtualności.
te chwile kradzione pomiędzy i w trakcie są znakiem formy
żywszego zainteresowania. po drugiej stronie są ci
,którzy pamiętają. pytają.
zapamiętują. są. czasem daleko .czasem całkiem blisko.
ale w tej sieci radiowych i kablowych połączeń są najbliżej jakby.
ich twarze nie stają się obce kiedy wpadamy na siebie .
brak pustosłowia,nie ma pustostanów.
w każdej chwili można podnieść słuchawkę i
rozmawiać godzinami. wkażdej chwili można otworzyć butelkę
wina.
znak czasów rodzinne teleskajperencje. odgłosy codzienności w porze
w której nikt nie wychodzi z domu. dzieci śpią, wino na stole
i tylko brak nam przyjaciół.rodziny. nie prawda. nie brak.
ci którzy wiedzą wiedzą zawsze. czasem częściej czasem mniej.
nie szkodzi.ale są w przeciwieństwie do tych którzy niby są
ale ich nie ma i jest ich coraz mniej .zacierają się twarze. nie szkodzi.
takie czasy.

co słychac? przecież wiesz. wiem. smuce i cieszę się z tobą.
może wpadniecie do nas. oczywiście. tylko trochę potem,
ale na prawdę.
dobrze podsycać realnością ten wspólny świat.
i jest znowu co wspominać .
w kolejne telefoniczno komunikatoryjne wieczory.

fajnie że jesteście

2009/02/02

zima

zobaczyłam zimę. taką prawdziwą ze śniegiem.i mrozem.
3 godziny od domu siedziała przyczajona na choinkowych gałązkach.
konie przykryte kocami ogrzewały chrapy w workach z owsem.
ubrane w kratkę jamniki konkurowały z pasiastymi derkami.
owieczka , która okazała się dziewczyną
z ukrytymi w środku warkoczami razem z misiem
w dizajnie misia bukowskiego witała gości czasem na
lub czasem pod najbardziej komercyjną turystyczną okoliczną górą.
para z ust unosiła się nad deptakiem,
futrzane buty potykały się o tańczące donaldy.
za 3 złote można było pogadać z ciocią na helu .
a ilość futrzanych zajączków mieniących się kolorami
tęczy biła na głowę góralskie kapelusze.
kubuś puchatek ze swoimi przyjaciółmi ze stumilowego
lasu wyhodowani na pokarmach czempionów
dorastali janosikowi do czubka głowy i wspólnie mogli pluć
na tłum przesuwających się głów,
powoli popijając kosta kawę w kofi niebie.
podgiewontowy posąg prawdopodobnie siedział
spokojnie na rozgrzanej farelce.
łącka śliwowica w reklamówce z zielonym napisem
przemieszczała się po mieście niedyskretnie zachęcając do kupna.
wesele rodem z wyspiańskiego przemykało na saniach
wśród samochodów i turystycznych obiektywów.
chińskie rękawiczki machały z podkrokiewnych stoisk.
współczesne plastikowe sanki niczym
kolorowe anteny satelitarne
nawiązywały kontakt wzrokowy z innym światem.

szur szur skrzyp skrzyp dzyn dzyn.



świecące anioły pod czarnym niebem
nad ośnieżonymi drzewami przesyłały mroźnym
pocałunkiem zimowy spokój.
gorący kubeczek wypełniony ogrzanym winem
błogo wypełniał dusze.


zobaczyłam prawdziwą zimę.
i nie zamieniłabym tego weekendu na żaden inny :)