
fot.monika
miałam kiedyś sweterek. na zapinanie taki.
robiony na drutach. z drewnianymi
grubo toczonymi guzikami.
sweterek miał granatowe wykończenia
a na plecach błękitne niebo z białym obłokiem, zieloną choinkę,
żółte słoneczko
i dziewczynkę w czerwonej spódniczce.
taki to sweterek miałam.
w granatowości fartuszków z dederonu i białych równie
syntetycznych kołnierzyków moja łąka na sześcioletnich
plecach tryskała kolorami tęczy.
mój sweterek był znany w całej szkole.
znały go wszystkie nauczycielki
i znały go wszystkie pani sprzątaczki.
mój sweterek mianowicie bardzo często opuszczał swoją właścicielkę.
złośliwie postanawiał pozostać w ukryciu w jakiejś zielonej,
pociętej scyzorykami lat ławce zamiast
wędrować ze mną szorując wypastowane lastrikowe posadzki po
długich tysiąclatkowych korytarzach.
mój sweterek miał swoją sławę i miał mnie-
swoją właścicielkę.
za każdym razem kiedy wychodziłam ze szkoły bez sweterka
smutek poczucia straty towarzyszył mi nieustająco.
ale chociażby nie wiem jak się starała, sweterek
żył swoim życiem.
na szczęście jego celebryctwo miało to do siebie
że przychodził do mnie wraz z dobroduszną panią
bożenką lub helą lub celinką sprzątaczką.
znały właściciela sweterka i zawsze udawało mu się
wrócić w końcu do domu.
ze sweterka niebawem wyrosłam.dożył starości w moim
rodzinnym domu.
nie ma juz łąki, nie ma już choinki.
za to są pozostawione gdzieś w głębokim ukryciu okulary, chusty
i inne złośliwe ukrywające się przede mną rzeczy.
nie wiem. może znały mój dziecięcy sweterek?