2012/05/17

to ta pogoda.















to chyba ta pogoda. patrze dookoła na ludzi i widze smutne twarze.
poorane bruzdami zmarszczek czoła i policzki.
srebrzyste włosy na skroniach.nawet tych przykrytych żywym kolorem farby.
wszechobecna nostalgia.wszechobecne ale_ten_czas_płynie.
dzieci , te małe dzieci , które niedawno zarzucały pulchne palce na szyję,
dziś z nonszalancją odpowiadają zdawkowo na pytania,
pochłonięte swoim własnym odrębnym zyciem.
mijający czas zaznacza w nas głębokie bruzdy.
niewidoczne dla oka zmarszczki czasu.

za oknem studenci przebrani w kolorowych korowodach
beztrosko przemierzaja miasto.
z głęboką wiarą w niezniszczalność i nieprzemijalność czasu
z gładkimi buziami udają bardziej dorosłych niż są.

 dorośli przed_trzydziestką żyją ciągle z wiarą
że wystarczy pragnąc, by świat stał się lepszy
i dopasował sie do ich pragnień.

to ta pogoda?a może zniekształcenie wzroku
spowodowane upływającym czasem?
z dalekowzroczności wypatrującej szczęście
i przyszłe pragnienia pozostały niewyrazne kształty.
krótkowzroczność wyostrzyła te najbliższe kontury .
w lustrze. i na twarzach  i duszach najbliższych.

coraz bardziej sie nie chce niż chce.
pragnienia utopione zostały w kubku mleka
przygotowywanego rano dziecku do szkoły.
w nowej parze butów na wyrośnietą w ciągu kilku miesięcy stopę.
w zapłaconym kursie angielskiego na wyspach królowej.

pragnienia cichutko przycupnely na drewnianej ławce
w zagołebionym parku przy staruszkach w jasnych prochowcach
wspominających cotygodniowe pogrzeby przyjaciół.

to ta pogoda....

 na weekend zapowiadają ocieplenie.
dzisiejszy wiatr rozwieje ciemnoszare chmury
znów słońce zaświeci w oczy
znów będzie nam sie wydawać , że lepiej widzimy daleko
niż blisko.

byle do weekendu.


2010/07/24

czasami....

....czas ma inny wymiar.









coś co było przed chwilą i przeszłością
staje się nagle bliską teraźniejszością.
jest na wyciągnięcie ręki na dotkniecie dłoni.
jeszcze przed chwilą nic nie było ale za chwilę coś będzie.
czasami wszystko wydaje mi się nieprawdopodobne.
i nieprawdopodobnie obok.
tak jak patrzenie na siebie z zewnątrz.
przez pryzmat wnętrza.
czas nieubłaganie biegnie do przodu.
niezauważalnie mijaja chwilę.
jeszcze wczoraj na chorwackich plażach czułam smak rakiji na ustach
a dziś ....

jeszcze wczoraj trzymałam na ręku małe dziecko
a dziś za chwilę to dziecko bez zęba z przodu idzie dumne do szkoły.

jeszcze wczoraj nie było jutra.
a dziś jutro jest niewymiernie bliskie i nierealne w swojej realności.

skandynawski domek na prerii ....
nieprzespane noce....
śpiew ptaków na afrykańskiej akacji...

czasami mam wrażenie że to wszystko to sen.
chwila która przyszła, żeby posmyrac mnie delikatnie po karku
 "halo jestem. widzisz? mogło by tak byc."
przyszła pośmiac się ze mnie? czy zostanie ze mną do jutra?

chce zamknąc oczy. byle do jutra. pojutrza. do niebawem.

do kolejnego jutra które stanie się dziś

2009/10/08













fot.monika

miałam kiedyś sweterek. na zapinanie taki.
robiony na drutach. z drewnianymi
grubo toczonymi guzikami.
sweterek miał granatowe wykończenia
a na plecach błękitne niebo z białym obłokiem, zieloną choinkę,
żółte słoneczko
i dziewczynkę w czerwonej spódniczce.
taki to sweterek miałam.
w granatowości fartuszków z dederonu i białych równie
syntetycznych kołnierzyków moja łąka na sześcioletnich
plecach tryskała kolorami tęczy.

mój sweterek był znany w całej szkole.
znały go wszystkie nauczycielki
i znały go wszystkie pani sprzątaczki.
mój sweterek mianowicie bardzo często opuszczał swoją właścicielkę.
złośliwie postanawiał pozostać w ukryciu w jakiejś zielonej,
pociętej scyzorykami lat ławce zamiast
wędrować ze mną szorując wypastowane lastrikowe posadzki po
długich tysiąclatkowych korytarzach.
mój sweterek miał swoją sławę i miał mnie-
swoją właścicielkę.
za każdym razem kiedy wychodziłam ze szkoły bez sweterka
smutek poczucia straty towarzyszył mi nieustająco.
ale chociażby nie wiem jak się starała, sweterek
żył swoim życiem.
na szczęście jego celebryctwo miało to do siebie
że przychodził do mnie wraz z dobroduszną panią
bożenką lub helą lub celinką sprzątaczką.
znały właściciela sweterka i zawsze udawało mu się
wrócić w końcu do domu.

ze sweterka niebawem wyrosłam.dożył starości w moim
rodzinnym domu.

nie ma juz łąki, nie ma już choinki.
za to są pozostawione gdzieś w głębokim ukryciu okulary, chusty
i inne złośliwe ukrywające się przede mną rzeczy.
nie wiem. może znały mój dziecięcy sweterek?

2009/09/04

.....w raju.....














...taki krótkie słów kilka o przemijaniu. zaskakującym.
na plaży, wśród błękitu morza, soczystej zieleni iglaków i palm,
dowiedzieć się , że ktoś inny kogo się znało więcej niż połowę życia,
że ktoś inny też wśród błękitnych fal, czyściutkich piasków w wakacje swojego życia- odszedł niespodziewanie.
niespodziewanie dla siebie. niespodziewanie dla rodziny. niespodziewanie dla świata.
ciekawe jaki widok zabrał ze sobą w ostatniej minucie
człowiek , który nigdy nie wrócił....ławice kolorowych rybek, dotyk słońca na plecach, falujące pod wodą gąbki,
widoki przed plastikiem maski , jak przed szyba w oceanarium, lecz ta ostatnia w życiu niechroniąca przed żywiołem i naturą.
jaka myśl zostaje w głowie człowieka w błękitnym anturażu, z głową wolną od codzienności , unoszonego przez słone fale oceanu.
chciałabym wierzyć,że w błękicie , w uniesieniu czuje się tylko spokój, poczucie szczęścia i spełnienia ,
wszechogarniającą ciszę przerywaną delikatnym strzelaniem mini baniek powietrznych odrywających się od ciała, słońce przedzierające się przez lustro wody , dotykające czule przyklejonych mocno do skał roślin.....

2009/08/05

czasem...















....czasem chciałabym żeby czasem trwało zawsze. na zawsze. rzymski świat od do. cały brzeg od francji do chorwacji. stary świat w którym mi tak dobrze. czas zatrzymany w miejscu. stare kamienie. miasta z dala od turystycznego tłumu. nieznane prawie nikomu zakamarki.czas jest taki krótki.ten który posiadamy. tak mało zostaje pod powieką. tłumy zasłaniają historię. tam gdzie nie ma tłumów pozostaje gładkie ciepło nagrzanego latem kamienia. cykady zaznaczają swój teren. olbrzymie żuki niczym bojowe helikoptery opancerzone ze zdumienia przecierają oczy spotykając na swej drodze srebrzyste przeszkody. oliwki dojrzewające na drzewach. kamienne kopce przy drodze. wszędobylski pył. biały blask wciskający się w oczy w głąb mózgu. stęchlizna kanałów.ślady niepokonanej przyrody na ścianach. kamienie wszech czasów zaklejony gołębią przemianą materii. turysta zmęczony procentami u stóp dożów. wkurzona na turystów staruszka taranująca laską tłum utrudniający dotarcie jej do domu nad kanałem. mały kotek pijący prosto z historycznej posadzki lejącą się środkiem ulicy wodę. ciepłe pomarańczowe światło muskające delikatnie kłosy zboża, zapach lawendy wdzierający się głęboko w nozdrza , na dni, miesiące lata, do następnego razu. czerwona pustynia ochry wsypująca się w buty oczy w zęby genialny zapis matki natury, matki przyrody, ogromu na który nijak nie mamy wpływu, poidełko przy drodze, ciepło otulające z każdej strony, błękit basenu chłodząca rozgrzane ciało woda. znużeni gorącym dniem mieszkańcy miasteczka jedzący zwyczajny obiad pod rzymskim sklepieniem dużego pokoju, staruszki na wieczornych plotkach na krzesełkach przed domem, niebieskie okiennice, ochrowe ściany domu.miasto na skale, baszty i wieże, strome wąskie prosto do nieba wietrzne ulice. głos dzwoneczków, sjesta w barze, białe sukienki szarpane wiatrem. wiem że wrócę. od francji do chorwacji. gdzieś tam po drodze jest moje miejsce. mój czas....czasem chciałabym żeby czasem było zawsze. zamykam oczy .spokój wypełnia moją duszę. niebieskie niebo, zielone liście, pachnąca lawenda. do zobaczenia.

2009/06/22

lubię czerwony















zdumiewa mnie. cały czas tak samo i nieustająco zdumiewa ponadczasowość witkacowego upupiania. skoro słowacki wielkim poetą był to nie waż się mówić inaczej. skoro masz inne zdanie to milcz bo usłyszysz dużo niemiłych słów bo nie jesteś jak inni. zdumiewa mnie to nieustająco.

spotykają się znajomi. znają się mniej lub bardziej , ale znają się. spędzają czas mniej lub bardziej miło. jedni są posiadaczami Kolorów od lat , inni jeszcze nie, inni nigdy posiadaczami kolorów nie będą. ponieważ jak to w życiu bywa grupa Posiadających Kolory poszerza się. a jak się jakaś grupa poszerza to jest coraz głośniejsza. stary efekt koktajlu akustycznego .wiadomo.
wiadomo ze kolor może być granatowy lub czerwony. no wiadomo. są posiadacze granatu i posiadacze czerwieni i są też tacy którzy mają szansę posiadać oba kolory.
nieposiadacz - z nadzieją na posiadanie kiedyś tam ale kto wie w końcu różne rzeczy dzieją się na świecie- mówi że chciałby posiadać kolor czerwony.ze lubi czerwony i tak fajnie mu się współgra z czerwonym. jako że posiadanie kolorów jest loterią, wiadomo , że każdy bierze taki jaki mu przypadnie. tak więc nieposiadacz mówi o swoich marzeniach. że chciałby.
sssssssssssssss. zimny ssyk posiadaczy kolorów jest w stanie pokąsać nawet kolce jeża. jak nieposiadacz śmie tak mówić! najgłośniej oburza się posiadacz_dopiero_co któryego posiadanie stało się przypadkiem. i tak na prawdę posiadanie koloru granatowego jeszcze nie ma dla niego żadnych konsekwencji . nigdy nie otaczał się kolorem ani czerwonym ani granatowym wiec jego wiedza o kolorach jest intuicyjna i niewielka. ale posiadacze granatu wiedza lepiej .jak śmiesz mowić ze WOLISZ czerwony!!!niewolno ci!!!!. potrafią powiedzieć nawet ze może dobrze ze nieposiadacz nieposiada. bo przecież nieposiada nie zna się a mówi.
słowacki wielkim poeta był.
a każdy posiadacz czuje się lepszy od nieposiadacza.
bo posiada.

zdumiewać mnie zawsze będzie ślepy pęd za grupowym słowem. zdumiewać mnie będzie zawsze strach przed indywidualnością.
wzajemne upupianie się .
mogę przytakiwać.tak granatowy.śliczny. mogę mówić prawdę- czerwony śliczny. ryzykując brak akceptacji. wiadomo ze polubię co da mi los.
ale dlaczego nie mogę mówić ze lubię czerwony?

lubię czerwony najbardziej na świecie:)i wszystko co się z tym wiąże.

2009/02/20

stokrotka














od początku do końca od końca do początku. żeby spotkać się na chwilę po środku.
to po to to życie jest? po to?
z prochu w proch rodzimy się by umierać każdy musi wiadomo.
gładko się mówi .to tak jak do wesela się zagoi. albo nie martw się
jutro będzie lepiej albo wszystko jest po coś.
taka nie rozwiązana zagadka. dla pełnego wiary dogmat z misją.
dziecko boże powołane i na końcu drogi pukające do piotrowych bram.
no. co wolicie: płakać nad przemijającym czasem nad starością nieporadnością
i świadomością że życie przemija i zostawiamy coś za nami
czy płakać nad tym że wraz z odejmowaniem lat dojdziemy do czasu
w którym nie będziemy czuć nic.
benjamin button.traktat o tym
jak starość i niemowlęctwo są do siebie podobne.
film o tym że w życiu mamy mało czasu
i spotykamy się trafiamy na siebie tylko na chwile.
że nic nie jest wieczne.
że wszystko jakkolwiek na to patrzeć przemija.
że nie warto nosić uraz bo koniec wyznaczający kres nadchodzi zawsze
a kres niesie ze sobą rozrachunek z własnym sumieniem.
i potrzebę odchodzenia w spokoju.
w końcu rest in pis.
smutek. ze to co nas otacza jest takie ulotne.
jaki sens ma zapisywanie chwil jaki sens ma fotografia.
patrzeć na to co przemija żeby uzmysłowić sobie co tracimy
co mieliśmy i czego nie będziemy już mieli.
dzieciństwo młodość. jaki piękny obraz przy kominku on i ona
pledzik w kratkę gruby album zdjęć. pamiętasz? pamiętam.uścisk.
pocałunek dłoń w dłoń.
oby.
na razie płaczę nad buttonem i jego stokrotką. chociaż wiem wiem
byli szczęśliwi przez chwilę i to miało im wypełnić resztę życia. no wiem.
chusteczka.sweterek. zaraz mi przejdzie. to tylko film.
chociaż taki prawdziwy.